Dla towarzystwa Cygan dał się powiesić. Nasz Zimowy Maraton Leśnik [ZDJĘCIA]
Opublikowane w pon., 21/12/2015 - 13:14
Lubię szybko zbiegać, nic na to nie poradzę. Od Skrzycznego lecimy cały czas tą samą grupką, biegnąc pod górę i w dół. Tempo jest obiecujące. Jak znam siebie, dopiero się rozkręcam. Za Malinowską Skałą, po skręcie w żółty szlak, pierwszy długi kawał stromego zbiegu. Śnieg, resztki lodu, kamienie, błoto. Jest zabawa, włączył mi się tryb ułański. Biały krajobraz tylko miga przed oczami... poślizg, lecę. Spadam na lewy bok, ale to prawa kostka jakoś dziwnie się wykręca przy lądowaniu – relacjonuje Kamil Weinberg.
* * *
Szczyrk, amfiteatr pod skocznią, 19 grudnia, 7:00. Startuje zimowa odsłona Maratonu Leśnik. Czwarty z serii beskidzkich górskich biegów, jak cztery pory roku. Tylko ta zima taka nie bardzo zimowa. Dobrze, że chociaż deszcz przestał padać. Taki mamy klimat.
Frekwencja nadspodziewanie duża, rekordowa w całym cyklu. 144 światełka przekraczają mostek i ruszają pod górę na Skrzyczne. Zaraz je zgasimy, dzień się zaczyna. Początek tak, jak zbiegaliśmy na Zamieci. Dopiero po dojściu do narciarskiej trasy zjazdowej, zamiast odbić w lewo, łączymy się z nią i walimy prosto pod górę. Stromo, a nawet bardzo. Kto się jeszcze nie rozgrzał, to tu ma okazję. Śnieg zastępuje błoto.
Po mocnej górsko-biegowej jesieni, ostrym treningowym wrześniu, cennej pirenejskiej lekcji i być może najlepiej pobiegniętym w życiu ultramaratonie na Czantorii, miałem już w tym roku odpuścić. Ale od czego są kumple. Moi kochani towarzysze z Łemkowyny 2014 koniecznie chcieli się ze mną zobaczyć. Rozrzuceni po całym kraju, po tamtych przejściach pozostaliśmy przyjaciółmi na całe życie. No to nie ma wyjścia, przyjeżdżamy. Czego się nie robi dla towarzystwa.
Szczyt cały w chmurze. Poniżej godziny jestem na górze, czyli zgodnie z planem. Wydaje się wolno, ale nie lubię za mocno zaczynać, rozkręcam się z czasem. Ze szczytu zbiegamy po zbitym albo kopnym śniegu, czasem po lodzie. Czasami po twardym gruncie, gdzie można się rozpędzić. Potem zlodzony śnieg też zaczynam lepiej wyczuwać. Łapię swój rytm.
Trasa grzbietem przez Małe Skrzyczne do Malinowskiej Skały jest poprowadzona zielonym szlakiem z łagodnymi podbiegami i zbiegami. Później mamy spaść żółtym do Ostrego. To pierwsza, podobno najłatwiejsza część.
Za bufetem ma być pętla przez górę Ostre i Magurkę Radziechowską, stromo, trudno i w większości bez szlaków. Po powrocie do punktu ostatni etap ma prowadzić niebieskim szlakiem pod Skrzyczne i przez zbieg potoczkiem jak na Zamieci, na koniec dorzucając dodatkowy odcinek specjalny przez Skalite. Cały dystans, jak na górski maraton przystało, to 47 km i 3000m w górę.


