Bieg Rzeźnika także w wersji ultra ultra! I self-supported!?

 

Bieg Rzeźnika także w wersji ultra ultra! I self-supported!?


Opublikowane w pt., 19/12/2014 - 14:50

Przekrój Bieszczad

Założeniem OTK Rzeźnik było poprowadzenie biegu przez najciekawsze miejsca Bieszczad. Także te nieodwiedzane często przez turystów. – Dlatego biegniemy przez dziką część Bieszczad. Pokonywać będziemy pasmo graniczne, które jest praktycznie niedostępne dla turystów. Odwiedzimy najpiękniejsze fragmenty Bieszczad, czyli obie połoniny (Caryńską, Wetlińską - red.), Halicz, Bukowe Berdo. Napotkamy też fragment Bieszczadów dzikich, powojennych, zrytych okopami, jak Pasmo Chryszczatej i okolice Jabłonek – opisuje Mirosław Bieniecki.

– Mogliśmy jeszcze dodać dwa klasyczne punkty, jak np. Tarnica (1346 m n.p.m, najwyższy szczyt – red), ale wtedy musielibyśmy nadrabiać kilometrów i zaplanowany przez nas limit czasu - 24 godziny, byłby nierealny – wskazuje.

Wstępna wersja trasy Biegu Rzeźnika Ultra

Podkreśla, że rywalizacja w Rzeźniku ultra będzie okazją do „pięknego zwiedzania Bieszczad”. –Ale nie będzie to taka „hop siup” wycieczka. Trasa jest wymagająca. Wszystko jest pomyślane tak, że pierwsze 60 km, pokonywane nocą, będą dosyć proste technicznie, acz weryfikujące formę. Później punkty kontrolne będą rozmieszczone co 10-15 km, dzięki temu będziemy mieli stałą kontrolę nad zawodnikami – mówi Mirosław Bieniecki.

Karmić i poić, czy tylko poić?

Bieg zapowiada się więc jako bardzo wymagający. Tym bardziej, że na poszczególnych punktach kontrolnych obowiązywać będą limit czasu (m.in. 18 godzin na setnym kilometrze), a na punktach odżywczych zamiast bogato zastawionych stołów ma być tylko woda. Posiłki trzeba będzie nieść z sobą. Tak chce wielu uczestników, jednak w tej kwestii waha się jeszcze sam organizator.

– Jest grupa biegaczy w której jest np. Leszek Rzeszótko - jeden z bardziej doświadczony ultrasów, którzy uważają że bieg ultra powinien być rozgrywany w formule self - supported. Uważa, że plecaku powinno być wszystko, co chce się spożyć, a uzupełnia się tylko wodę. Ja mam co do tego wątpliwości, bo uważam, że powinno się podawać ludziom coś do jedzenia. Chociaż żeby była to jakaś zupa, kawa i herbata, tak na śniadanie na punkcie kontrolnym. Brak „serwisu” to - jak dla mnie - wyniszczanie organizmu. To nie jest kwestia oszczędności, bo myślimy, żeby zrobić jakiś fantastyczny bufet na mecie, jak w filmie Wielkie Żarcie. Przyznam się, że jeszcze nie wiem jak to rozwiążemy – wskazuje Mirosław Bieniecki.

– Póki co trzymamy się wersji najtwardszej. Być może poddamy to jakiemuś głosowaniu zawodników, lub zrobimy jakąś ankietę – dodaje.

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce