Artur Kozłowski o starcie w Rio: „Tremy nie mam"

 

Artur Kozłowski o starcie w Rio: „Tremy nie mam"


Opublikowane w pt., 05/08/2016 - 12:20

Mistrz Polski w maratonie (rekord życiowy 2:10:58) wystartuje 21 sierpnia w Rio de Janeiro. Stawka – olimpijski medal i miejsce w historii polskiego sportu. Dla 31-letniego zawodnika będzie to olimpijski debiut.

Odebrał Pan nominację, złożył ślubowanie. Czuje się Pan już pełnoprawnym olimpijczykiem?

Chyba dopiero na mecie w Rio będę mógł powiedzieć o sobie, że jestem olimpijczykiem. Póki co jestem bardzo zadowolony, że będę mógł reprezentować Polskę na igrzyskach. Sportowcy czekają na taki moment wiele lat. Tremy jednak nie mam. Może większe emocje pojawia się w Bazyli. Póki co czuje zmęczenie treningowe.

Do igrzysk przygotowywał się Pan w szwajcarskim Sankt Moritz, na wysokości 1822 m n.p.m. Z jakim efektem?

Było bardzo pracowicie. Spędziłem tam cztery tygodnie. Dopisało zdrowie i udało zrealizować wszystkie założenia. Wzięliśmy pod uwagę, że będzie to mój trzeci maraton w tym roku. W styczniu biegałem już w Houston, pod koniec kwietnia w Warszawie, a w sierpniu wystartuję w Rio. Staraliśmy się przekuć tę wadę w zaletę. Wcześniej budowałem już wytrzymałość. Po Orlen Warsaw Marathon trzeba było trochę odpocząć i zbudować formę na Rio.

Warunki do treningu mieliśmy super. Był na miejscu fizjoterapeuta, lekarz, psycholog. Samo Sankt Moritz to mekka biegaczy z europejskiej elity w tym okresie. Była tam też liczna nasza reprezentacja. Dodam tylko, że był to mój pierwszy obóz przygotowawczy, od chyba ośmiu lat, w którym pomagał mi Polski Związek Lekkiej Atletyki.

Na zgrupowaniu przebywał Pan m.in. z Henrykiem Szostem. Współpracowaliście na treningach?

Mamy innych trenerów i nasz plan przygotowań był inny. Ja trenuję z Tomaszem Kozłowskim, a Heniu z Leonidem Shvetsovem. Nasze zajęcia się rozmijały, choć zdarzały się wspólne, spokojne rozbiegania. Tak się złożyło, że razem zrobiliśmy ostatnią „trzydziestkę”, więc jakaś współpraca była. Generalnie trenowaliśmy oddzielnie.

Pracy było sporo. Miałem dwanaście treningów w tygodniu, zajęcia miałem dwa razy dziennie. Najwięcej pokonywałem ponad 190 km w tygodniu. Pod koniec obozu było już bardzo ciężko. Teraz już trochę odpuszczam z „kilometrażem”. Forma powinna zwyżkować.

Miał Pan już okazję startować w Rio - w Mistrzostwach Świata w półmaratonie w 2008 roku, gdzie zajął 48. miejsce z czasem 1.08:24. Jak pan wspomina tamtą imprezę?

To było dawno temu. Impreza odbywała się po sezonie i jechałem tam trochę na oparach. Nie biegło mi się tam dobrze. Przyjechaliśmy tam cztery dni przed startem. To było zbyt mało czasu na aklimatyzację. Teraz w Rio będziemy siedem dni przed maratonem. Myślę, że to optymalny czas.

W Brazylii jest na pewno będzie trudny klimat do biegania. Przebiegnięcie tam maratonu będzie wyzwaniem. Póki co ludzie, którzy są na miejscu mówią, że nie ma tragedii. Mam nadzieję, że trafimy chłodniejszy dzień i nie będzie jakiejś strasznej wilgotności.


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce